uniwersalne straz ratownikStarszy pan miał szczęście w nieszczęściu – upadł i rozbił głowę właśnie wtedy, gdy obok przejeżdżali miejscy strażnicy.

W sobotni poranek 80-latek wyszedł z domu po bułeczki i gazetę. Idąc rozkopaną ulicą Górczewską potknął się na przejściu dla pieszych i uderzył głową w krawężnik. Rana zaczęła silnie krwawić. Szczęście pana Henryka polegało na tym, że drugą stroną ulicy przejeżdżał właśnie nasz patrol. Strażnicy porzucili realizację zleconego wcześniej wezwania, aby ratować zdrowie - a może nawet życie - poszkodowanego. Na miejsce wezwali pogotowie, a sami zajęli się tamowaniem krwi. Rana była bardzo głęboka. Do powstrzymania krwotoku strażnicy zużyli zawartość trzech apteczek. Akcja była na tyle skuteczna, że ratownicy pogotowia, kilka minut później, mogli już tylko zabezpieczyć ranę oraz opatrzyć rękę pacjenta, która także ucierpiała w trakcie upadku. Po opanowaniu sytuacji, decyzją dowodzącego zespołem medycznym, pana Henryka odwieziono do domu.

Zagrożenie życia lub zdrowia to jedna z nielicznych sytuacji, kiedy strażnicy mają prawo i obowiązek przerwać interwencję niższej wagi, mimo tego że została ona zlecona przez dowództwo.