Dramatyczna sytuacja podczas nocnego dyżuru. Do radiowozu straży miejskiej podjechał samochód. Kobieta zza kierownicy na migi pokazywała, że nie może oddychać. 23-latka miała silny atak astmy i nie miała przy sobie niezbędnych leków…
W poniedziałek, 3 sierpnia, około godziny 4.30 w okolicy pętli autobusowej przy ulicy Włościańskiej, obok radiowozu strażników miejskich z V Oddziału Terenowego zatrzymał się Opel Corsa. Za kierownicą siedziała młoda kobieta, która przez zamknięte szyby pokazywała, że ma problemy z oddychaniem. Miała sine usta, była blada i tak zdenerwowana, że nie była w stanie otworzyć drzwi ani nawet opuścić szyby. Strażnikom na szczęście udało się dostać do środka i wyłączyć silnik. 23-latka mocno kaszlała i początkowo nie była w stanie nic powiedzieć. Strażnicy wdrożyli odpowiednie procedury ratownicze i wezwali też pogotowie ratunkowe. Po pewnym czasie kobieta nieco się uspokoiła. Jej oddech zaczął wracać do normy, a kaszel ustępował. Wtedy powiedziała, że ma problemy z astmą i właśnie skończyły się jej leki. Na miejsce dotarł zespół ratownictwa medycznego. Podczas badania stan kobiety ponownie się pogorszył. Ratownicy podali jej odpowiednie środki, w tym adrenalinę, która uśmierzyła jej objawy. Medycy sugerowali kobiecie przewiezienie do szpitala, 23-latka odmówiła. Ponieważ jednak pozostawienie jej w tym stanie bez leków stanowiłoby zagrożenie, za zgodą zespołu ratowniczego i na prośbę samej poszkodowanej, strażnicy eskortowali ją do punktu nocnej opieki zdrowotnej, gdzie mogła otrzymać pomoc lekarza i receptę.
W Straży Miejskiej m.st. Warszawy jest już ponad 150 funkcjonariuszek i funkcjonariuszy z uprawnieniami ratowniczymi (ratownik medyczny lub ratownik KPP). Regularne szkolenia z zakresu pierwszej pomocy przedmedycznej przechodzą wszyscy strażnicy miejscy. Ponadto niemal każdy wyjeżdżający na ulicę radiowóz wyposażony jest w defibrylator AED.
Po zdarzeniu kobieta przesłała na adres mailowy Straży miejskiej podziękowania za profesjonalizm, opanowanie i udzieloną pomoc.








