Zdjęcie ilustracyjne: tył radiowozu Straży Miejskiej przed wejściem do Stołecznego Ośrodka dla Osób NietrzeźwychNietrzeźwy mężczyzna leżał na chodniku przed przychodnią. Wezwano strażników miejskich, którzy przewieźli go do SOdON. Gdyby nie ich interwencja, mógł umrzeć. Pół godziny później, kiedy czekał na przyjęcie do placówki, stracił przytomność. Na szczęcie cały czas stan jego zdrowia był monitorowany przez funkcjonariuszy

Strażnicy miejscy z VII Oddziału Terenowego otrzymali 8 grudnia zgłoszenie z ulicy Begonii o nietrzeźwym mężczyźnie, który leżał na chodniku przed przychodnią. Na miejsce udał się patrol zajmujący się przewozami osób nietrzeźwych. 55-letni mężczyzna, który mówił bełkotliwie i miał zaburzenia koordynacji ruchowej, został przez lekarza zakwalifikowany do SOdON. Nietrzeźwy został umieszczony na ławce w przedziale przewozowym radiowozu. Strażnicy upewnili się, że nie ma obrażeń i nie uskarża się na żadne dolegliwości. Radiowóz ruszył w kierunku Kolskiej. Zachowanie mężczyzny obserwował strażnik na ekranie monitoringu wizyjnego. W trakcie oczekiwania na przyjęcie do placówki, kilka minut przed godziną 13, mężczyzna zaczął narzekać, że drętwieją mu nogi. Strażnicy otworzyli przedział przewozowy i zobaczyli, że traci przytomność, a jego twarz sinieje. Natychmiast zaczęli udzielać pomocy przedmedycznej oraz wezwali lekarza i pielęgniarkę ze Stołecznego Ośrodka dla Osób Nietrzeźwych, którzy podjęli czynności ratunkowe. Wezwano pogotowie. Kilkanaście minut później mężczyzna został przewieziony do szpitala.