Mówił do nieistniejących postaci, wykrzykiwał groźby, wszędzie widział prześladowców. Strażnicy miejscy zapewnili opiekę mężczyźnie, który przyznał się do zażycia narkotyków.
W niedzielę 24 sierpnia, pracownica stacji paliw przy ulicy Jugosłowiańskiej poprosiła strażników miejskich o interwencję wobec nietypowo zachowującego się klienta. Mężczyzna mógł wzbudzić niepokój. Mimo, że wokół niego nikogo nie było, co kilka kroków przystawał i rozmawiał z wyimaginowanymi postaciami. Czuł się prześladowany, bo setki oczu miały go zewsząd obserwować. Funkcjonariusze uspokoili mężczyznę, że jest bezpieczny i poprosili o wspólne opuszczenie budynku stacji. Na zewnątrz jednak nie było lepiej. Na widok ludzi w samochodach, wyprowadzony z budynku klient wyszeptał do strażników: „oni tu są”. Skurczył się, rozglądał się na boki, kucał i wyginał, aż wreszcie tubalnym głosem oświadczył, że „zaraz komuś coś się stanie.” Przyczyna nietypowego zachowania wyszła na jaw, kiedy strażnicy zapytali, czy nie brał narkotyków. Mężczyzna szczerze wyznał, że jest pod ich wpływem. Niedługo potem, już w towarzystwie policji, karetka pogotowia zabrała go do szpitala.






