uliczny patrol medyczny 01Nagła utrata przytomności i oddechu, skuteczna resuscytacja, a potem agresja w stosunku do ratowników medycznych – to wszystko zaledwie w ciągu kilku minut. Dwudziestolatek odratowany przez strażników miejskich przyznał, że podobne incydenty zdarzały mu się już wcześniej, a ich przyczyną były… narkotyki i dopalacze.

Strażnicy miejscy, którzy w weekend patrolowali okolice ronda Starzyńskiego, zauważyli leżącego nieruchomo na chodniku mężczyznę oraz grupę kilku osób stojących nad nim. Mężczyzna był ratowany przez kilkunastoletniego chłopca, nie oddychał. Strażnicy stwierdzili brak akcji serca. Natychmiast wezwali pogotowie ratunkowe i od razu podjęli resuscytację. Z informacji uzyskanych od zgromadzonych osób wynikało, że mężczyzna w trakcie podróży samochodem nagle stracił przytomność, przestał oddychać, dlatego towarzyszący mu koledzy próbowali udzielać mu pomocy. Strażnicy dowiedzieli się, że podobne sytuacje związane z zatrzymaniem krążenia zdarzały się mężczyźnie już wcześniej. Po kilku minutach działań ratowniczych poszkodowany zaczął oddychać i odzyskał świadomość. Był jednak zdezorientowany i wystraszony. Strażnicy ułożyli go w pozycji bocznej bezpiecznej i w oczekiwaniu na karetkę cały czas byli przy mężczyźnie, uspokajali go. Dwudziestolatek przyznał, że podobne incydenty zdarzały mu się już wcześniej i były związane z przyjmowaniem narkotyków i dopalaczy. Gdy przyjechało pogotowie ratunkowe, zachowanie chłopaka nagle zmieniło się – stał się agresywny w stosunku do ratowników medycznych. Dopiero po obezwładnieniu młodego mężczyzny, i kiedy ten się już uspokoił, ratownicy mogli zabrać go do szpitala.